Jak rozmowa (psychoterapeutyczna) zmienia człowieka?

Powinnam napisać jak w ogóle potrafi zmienić rozmowa , w której ktoś słucha nas z uwagą i  widzimy w jego (jej) wzroku skupienie i zainteresowanie, chęć zrozumienia. Odbieramy tą intencję  i nawet jeśli nie padnie odkrywcza rada, można poczuć się lepiej, podniesionym na duchu. Jakby to, że umysł innej osoby otoczył na jakiś czas nasz umysł, jakby ich połączenie, podziałało odżywczo, karmiąco,  poczucie osamotnienia zmniejszyło się, pojawiła się jakaś energia, odwaga i nadzieja.

Jeśli ta osoba (lekarz, psychoterapeuta, przyjaciel, obcy w podróży) odzwierciedli wyrazem twarzy, wzrokiem, wypowiedzią swoje zaangażowanie w nas, poświęci czas i uwagę, przy dobrym splocie wypadków, może to wesprzeć nasze własne zasoby, a wręcz pomóc w ich dostrzeżeniu.

Uważność życzliwego obserwatora, który dostrzeże, z czym i jak potrafimy sobie poradzić (mogą to być małe rzeczy codzienne często nie doceniane, niezauważane) może być początkiem (od)budowania realnego obrazu swojej osobowości , możliwości jak i ludzkich ograniczeń, z którymi przyjdzie się pogodzić.

Potwierdzenie, że ktoś rozumie jak możemy się poczuć w danej sytuacji (często już skołowani w jakiejś toksycznej relacji), bywa zaś potwierdzeniem, że nasze myśli i potrzeby są jak najbardziej realne i normalne i trzeba ratować się ucieczką z niszczącego związku (praca, znajomość) lub wprowadzić istotne zmiany.

Dla odmiany spór, konfrontacja, odmienne zdania, mogą uświadomić odmienność naszego myślenia, i zachęcić do refleksji nad prawem do różnienia się, ale i nad powodem własnych motywacji.

To i wiele innych oczywiście zjawisk dzieje się w rozmowie, w której nie jest celem zmienić kogoś na siłę ale w której tworzymy wspólnie przestrzeń do pojawienia się potencjału różnych myśli, uczuć, nieraz jednocześnie sprzecznych, konfliktowych, gdzie nikogo to nie musi przerażać, gdzie można się RAZEM pochylić nad ich naturą i lepiej zrozumieć siebie.

Psychoterapia jest więc spotkaniem dwóch lub więcej (psychoterapia grupowa) umysłów, właściwie UMYSŁÓW z ich wielkim  potencjałem , rozmową, w której nie jest najważniejsze , co z niej konkretnie teraz wyniknie, lecz bardziej co uruchomi w nas. Oczywiście często też coś wynika teraz :). To proces TWÓRCZY. I to nie tylko w sensie mentalnym, ale i materialnym (nowe połączenia w mózgu, zmiany w utartych pętlach neuronalnych).

Fizyk kwantowy powiedziałby, że   proces twórczy jest odzwierciedleniem dynamiki kwantowej (rozchodzenie się fali prawdopodobieństwa i nieciągłego załamywania jej w  urealnienie się jednego wyboru z nieograniczonych możliwości).

Twórczy impuls, jak wgląd w psychoterapii, jest nagły , jak efekt „Aha, rozumiem, już wiem” i nieciągły. To znaczy, że pojawia się jakby znikąd. Jak elektron, który pojawił się na innej orbicie gdzie dotąd go nie było.

Żyjemy w czasach gdy fizyka kwantowa dokonuje coraz to nowych odkryć w dziedzinie, której „nie widzimy na własne oczy”, ale nie powiemy, że nie wierzymy w kwanty czy kwarki. Ta wiedza  jest już od wielu lat dostępna i ma zastosowanie w naszym życiu codziennym oraz w psychologii. Jest już oczywistością. Jest też jeszcze wiele hipotez do zbadania…

Zdaniem „nie wierzę w psychoterapię” zajmę się potem 🙂