Pewność siebie – limitowana u kobiet.

Pewność siebie – limitowana u kobiet.

To wstrząsające ale tak jest.

Obserwacje, badania i doświadczenia osobiste wskazują, że ciągłe wątpliwości, presja nakładana na siebie ma wykonanie zadania w 500% , bo 100% to za mało, zadręczanie się tygodniami z powodu drobnej nieścisłości i nie podejmowania się zadania i nowej pracy jeśli nie spełniamy 100% wymaganych cech i umiejętności – to specyfika kobiet. Badania mówią, że panowie zgłaszają się do zadań i nowych prac już przy 60% spełnionych przez nich wymagań.

Są zapewne osobniczki z innej bajki i mogą być nam modelkami, ale cała masa ma pod górkę. Badania na studentkach z uniwersytetu Yale i innych prestiżowych pokazały grozę sytuacji. W różnych testach zaniżały swoją wartość mimo nieprzeciętnych osiągnięć i talentów, milczały gdy w grupie było większośc mężczyzn, nie podchodziły do zadań, co do których nie były pewne na 100 % że wiedzą. Mężczyźni studenci przeciwnie- zawyżali swoją samoocenę ponad realną wiedzę, nie przyjmowali do świadomości swojej niewiedzy (na przykład zaznaczali w testach – zamiast pominąć :)jakby to zrobiły kobiety , celowo wstawione przez twórców testu, fałszywe fakty historyczne, jako prawdziwe, co potwierdzało ich nieograniczone realnością przekonanie o swojej wartości (nie oparte na realnej wiedzy i umiejętnościach). Czy to brzydko i nie w porządku?

Nie! Absolutnie i wręcz przeciwnie! Właśnie ci studenci, wygłaszający głośno, często i naturalnie (naprawdę wierzyli w to co mówią i “wiedzą”) byli najbardziej popularni i cenieni na uniwersytecie! Właśnie oni mają i będą mieli największe szanse na zatrudnienie. Co więcej i to też straszne ! Przy testach na studentach, gdy zadano pytanie o płeć przed wykonaniem testu zawierającego zadania matematyczne , obserwowano znaczne zaniżenie wyników u kobiet! Stereotyp wszak głosi, że matematyka i technika jest dla chłopców.Wyniki badań pokazały siłą działania stereotypu nawet u uzdolnionych studentek. Naprawdę szkoda energii na dalsze kultywowanie stereotypów i szklanych sufitów. Najpierw jednak trzeba je w sobie zauważyć.

Mam teraz pole do obserwacji na swoim podwórku, gdy zmieniam , niejako przebranżawiam się, w swojej prywatnej działalności.

Od psychiatry psychoterapeutki do działalności tylko online jako psychoterapeutki coacha i twórczyni kursów on-line, bo taki jest mój docelowy plan, plus udział w szkołe ayurwedy.

Czyli nie chcę nagle stać się na przykład architektką, tylko nieco przekierowuję kursor i formę, poszerzam kompetencję tego, co dotąd robiłam, coś zostawiam (pisanie recept i zaświadczeń lekarskich), a ileż rozterek, pytań, niepokojów, i nie bójmy się przyznać, lęków !

Jestem też zdumiona odkryciem wielu przekonań, które mi się uruchomiły przy tej okazji na przykład na temat grzecznego siedzenia w kącie i nie podskakiwania, i różnych starych powiedzonek typu “dzieci i ryby głosu nie mają” i innych , karcących robienie tego co chce nasze prawdziwe JA, a nie to wytrenowanie przez przekazy rodzinne, szkolne i kulturowe. Również tych dotyczących pieniędzy i ich zarabiania.

Przypomniałam też sobie wypowiedź pani od polskiego w liceum. Oczekiwała, że nie mamy myśleć samodzielnie, a jedynie powtarzać to, co autor i ona mieli na myśli. Samodzielne myślenie i własne zdanie było bardzo nie mile widziane.

Dostrzeżenie własnych szklanych klatek i sufitów jest bardzo pouczające i rozwijające. Po pierwszym szoku 🙂 dodaje energii, by je rozbić i wyjść na wolność i polecieć w sobie znanym kierunku 🙂