swojego nie znacie..jezioro Pławniowice

Nie trzeba daleko wyjeżdżać, lub wcale, żeby odpocząć, naładować akumulatory. Kontakt z wodą (jako chiński znaj zając, woda jest mi pisana..) jest czymś bajecznym, pierwotnym, prawdziwe odrodzenie 🙂 . W temperaturze 35 stopni w powietrzu, woda jest ciepła jak w wannie. Równe dno, bez glonów, nic nie smyra po nogach..W tygodniu nie ma wielu ludzi…policja, ratownicy, lody, zaopiekowanie z wszystkich stron.. Taka mała Chorwacja bez podróży w korkach (oczywiście trochę żart, Chorwacji nic nie zatąpi..).

W ogóle przekonanie, że urlop=wyjazd, a jak nie wyjeżdżam to nie biorę urlopu obaliłam już dawno budząc chyba zdumienie niektórych znajomych.. Ale  zwolenienie tempa, wpadnięcie w tempo wakacyjne, niespieszne, bez planu, bez presji przemieszczania , czas na przygotowanie posiłku, ponudzenie się, z czego rodzi się potrzeba zrobienia czegoś jest dla mnie super…Teraz gdy wróciły kina, koncerty, teatry…plus jezioro, las..rower.. książki, spotkania.. cóż więcej trzeba. A śpię w swoim ulubionym łóżku.

Jak poczuję zew wyjazdu gdzieś dalej do wyjadę. Na razie go nie słyszę.